The end…

Hejka skrzaciki!

W dzisiejszym poście niestety będzie trochę smutno, ponieważ zakończył się w moim życiu pewien rozdział…

Tym rozdziałem był mój chłopak.

Może zacznę od początku…

Chodziliśmy do tej samej klasy w gimbie. Na początku byliśmy tylko najlepszymi kumplami z klasy. Śmieszkowaliśmy razem, rozmawialiśmy i wychodziliśmy razem na dwór-jak zwyczajni przyjaciele.

W lutym zaczęliśmy ze sobą chodzić. Po poprzednich związkach nie miałam zbyt dużej nadziei na to, że będziemy dłużej niż miesiąc. Pomyliłam się… Byliśmy razem ponad 9 miesięcy… 14 grudnia byśmy byli razem 1o miesięcy…

On na początku się starał… Obsypywał prezentami, chciało mu się wychodzić nawet na godzinę, aby tylko się ze mną spotkać… W marcu lub kwietniu spierniczył po raz pierwszy… Nie będę mówić co, ponieważ On mógłby to zobaczyć i miałabym trochę przekichane bo zrobiłby mi jazdę z tego powodu :'(

Wybaczyłam mu tą wpadkę i było jak na początku, ale starał się bardziej. Było naprawdę fajnie, czułam się przy nim inaczej niż przy innych moich byłych…

Fajnie było do końca lipca… Znowu zepsuł… Tym razem czymś gorszym. Też nie będę mówić co, ale moi znajomi, którzy to czytają, wiedzą o co chodzi.

Tego mu nie wybaczyłam. A On płakał, przychodził pod mój dom, przepraszał mnie cały czas, wypisywał do mnie. Wybaczyłam mu po 3 tygodniach od tego incydentu. Od tego momentu jakby przestało mu zależeć czy coś. Skończyły się wyjazdy i wychodzenie na dwór tak często jak kiedyś, skończył być taki opiekuńczy jak kiedyś… Nawet zaczęło mi brakować tej jego durnej zazdrości… Zaczęło mi brakować po prostu Jego Dawnego Ja.

Rozmawiałam z nim wiele razy na ten temat. Mówił, że mnie kocha ale po prostu po co ma się starać, jak ja tego nie widzę bla bla bla. Często płakałam z tego powodu.

Wczoraj rano napisał, że lepiej jakbyśmy to wszystko zakończyli. Ryczę od tego momentu jak bóbr, pisząc ten post zaczęłam mieć tą znaną “gulę w gardle”. Trudno mi to wszystko pisać, ale muszę to wszystko gdzieś przelać… A jak nie na papier, to chociaż tu.

Kocham Cię nadal. Mimo, że się krzywdziliśmy obydwoje tymi durnymi kłótniami, to zawsze jak się zjawiałeś wywoływałeś u mnie największy uśmiech. Wiem, że już masz mnie gdzieś, ale pamiętaj że ja Cię nie zapomnę… Pamiętam wszystkich, którzy odeszli, wiesz? Chcę to wszystko naprawić, chcę aby było jak dawniej… Ale Ty nie chcesz i tego nie mogę zrozumieć… Obietnic nie wolno łamać. Jak psuję się w domu żarówka, to nie wymienia się na nowy dom wszystko, tylko naprawia się żarówkę :'( Nie mogę uwierzyć, że to wszystko tak się skończyło.

Ja jestem z tych typów skrzacików, które za bardzo i za szybko przywiązują się do istot. Nie mogę uwierzyć i przełknąc tego, że On odszedł, i tego że mój pies Elsa jest tak ciężko chora, że możliwe że umrze.

A wy kochani? Macie kogoś, którego nie chcecie stracić za wszelką cenę? Albo kogoś straciliście i nie możecie się z tym pogodzić?

Niestety, z tym smutnym akcentem za który bardzo przepraszam (mam nadzieję, że następnym razem będzie weselej), i ze skrzacim pozdroskiem żegnam i do następnego postu! Papasie!