Muzycznie

Witam, siemanko skrzaciątka! Mamy już Nowy Rok, więc życzę wam szczęścia, pomyślności i spełnienia nawet tych najskrytszych marzeń.

Przejdźmy do tematu.

Dzisiaj chciałabym popisać o muzyce, której słucham.

Do pewnego momentu (bodajże 6 klasy podbazy) słuchałam tego, co mi w moje małe, odstające elfie uszka wpadło.

Zmiana otoczenia na gimbazę równała się z nowymi znajomościami i przy okazji zmienił mi się styl ubierania się i gatunku muzyki. Z słuchania wszystkiego co popadnie zmieniło się na rap, rock i metal. Zaczęło się od tego, że wszyscy jarali się jakimś raperem (z tego co pamiętam to był Peja) i stwierdziłam sobie, że posłucham sobie może mi się spodoba.

I mi się spodobało. Oprócz Peji zaczęłam jeszcze słuchać Chady czy Słonia. W późniejszym okresie zaczęłam również słuchać rocka czy metalu, najczęściej Queen lub Metallica.

Najczęściej słucham takiego rapu, który daje przekaz, lub przy którym trzeba się trochę zastanowić i pomyśleć. Jednymi z moich ulubionych raperów, których słucham to są: Słoń, Chada, Kali i Paluch. A z rocka czy metalu to: Queen, Metallica i Bon Jovi. Ostatnio też zaczęłam słuchać zagranicznego rapu np.: Eminem.

W następnym poście napiszę opinię o dzisiejszym rapie i co mi się w nim podoba, a co nie. Porównam również rap czy hip hop który był 10 czy 15 lat temu do tego dzisiejs zego.

A teraz podam 10 moich ulubionych piosenek:

  1. Słoń- Szczerze
  2. Queen- Bohemian Rhapsody
  3. Paluch- Gdybyś kiedyś
  4. Jeden Osiem L- Jak zapomnieć
  5. Metallica- The Unforgiven
  6. Reto- Edit
  7. Słoń- Ludzie
  8. Paluch- Brak tu miłości
  9. Kali- Panta Rhei
  10. Eminem- Till A Colapse

A wy, skrzaciki? Jakiej muzyki słuchacie? Odblokowałam możliwość dawania komentarzy pod postem więc śmiało piszcie i możecie również w komach dawać tytuły swoich ulubionych piosenek. Piszcie również, o czym chcielibyście abym napisała w następnym poście.

Ze skrzacim pozdrowieniem, rozstaje się z wami do następnego postu, papasie!

 

 

 

Święta tuż tuż…

Hejcia skrzaciki!

Dzisiaj chce napisać trochę o Świętach, a i troszkę co się ostatnio wydarzyło.

Ostatnie 2 tygodnie były bardzo ciekawe i dużo się działo przez ten czas. Nowy pan od fizyki jest bardzo podobny z charakteru do tamtego poprzedniego, czyli jak każdy nauczyciel starej daty nie lubi młodzieży i robi wszystko, aby nam uprzykrzyć życie. No cóż… Na szczęście fizykę mamy tylko rok i mam nadzieję, że ją zdam. Tak na marginesie zauważyłam pewną jakby zależność. Mianowicie chodzi o to, że w gimbie np. z fizyki miałam same 4 i 5, a tutaj w szkole średniej mam ledwe 2. Chyba nauczyciele zbyt ambicjonalnie do nas podeszli.

Wczoraj były Wigilie klasowe. Moim zdaniem Wigilie tutaj w szkole średniej są inne niż w gimnazjum. W gimnazjum było bardziej świątecznie, wszyscy się cieszyli, trwały dłużej a i było poprostu inaczej… Był chyba inny klimat, wtedy każdy siebie znał i może dlatego. Tutaj w technikum Wigilia trwała maksymalnie 2 godzinki, był występ, trochę pojedliśmy, rozdaliśmy prezenty i raus do domu. Mało klimatycznie było, mało zorganizowane. Jeszcze jesteśmy dopiero razem w klasie wszyscy pół roku to nikt ze sobą tak jakby nie gadał, nie było takiej jakby wspólnoty czy coś. Jeszcze dzielenie się opłatkiem… Na początku miało być tak, że nie będzie dzielenia się opłatkiem, bo część ludzi od nas z klasy jest nie wierzących, albo innego wyznania. I tak na końcu wyszło, że kupiono te opłatki i część klasy się dzieliła. Ja jestem agnostyczką (nie uwierzę, dopóki nie zobaczę) i no mimo wszystko podzieliłam się tym opłatkiem z innymi ludźmi, między innymi z K. tym moim najlepszym przyjacielem, i z R. Uznałam, że wypadałoby złożyć życzenia i podzielić się tym opłatkiem. Prezenty, które podostawaliśmy były całkiem fajne. Ja od koleżanki z klasy dostałam kalendarz adwentowy z My Little Pony i zestaw kosmetyków. Dziękuję ci bardzo L. z całego serca za ten prezent i życzę Ci zdrowych, spokojnych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku.

A i jeszcze mam taką w sumie zajefajną (dla mnie) wiadomość. Już nie jestem wolna. Moje serduszko wziął taki fajny facet A. Jest bardzo miły i sympatyczny, dogadujemy się bardzo dobrze i mam nadzieję, że długo będziemy razem ze sobą. Niestety, mieszka 20 km ode mnie, i spotykamy się rzadko, ale dajemy radę.

Święta u mnie, jak co roku, mają ten klimat i wszyscy się jednoczą. Jest ten wspólny stół i wszyscy ze sobą rozmawiają. Przykre jest to, że w niektórych rodzinach zamiast się godzić, ludzie spędzają święta osobno, lub razem ale to jest wtedy takie jakby nie wiem no… Fałszywe? Nawet wtedy to dzielenie opłatkiem i składanie życzeń jest takie sztuczne i bez emocji. Nie mogłabym sobie wyobrazić takich Świąt u mnie. Byłoby to straszne.

A Wy, skrzaciątka? Jak u was przebiegają Święta? Czy też wasze mamy dostają szału, jak słyszą piosenki świąteczne podczas robienia potraw wigilijnych? Czy spędzacie je razem?

Chce wam wszystkim życzyć z całego mojego małego skrzaciego serduszka wesołych, spokojnych i zdrowych Świąt. Abyście się wszyscy pojednali ze swoimi rodzinami, aby spełniły się wam te małe i duże marzenia, życzę wam również szczęścia i pomyślności, oraz szczęśliwego Nowego Roku i pijanego Sylwka. A i również życzę dzisiaj wszystkim Wikusiom wszystkiego najlepszego z okazji imienin, bo dzisiaj 23 grudnia 😉 Ja również je obchodzę

To ze skrzacim pozdrowieniem do następnego wpisu i Wesołych Świąt kochani!

 

The end…

Hejka skrzaciki!

W dzisiejszym poście niestety będzie trochę smutno, ponieważ zakończył się w moim życiu pewien rozdział…

Tym rozdziałem był mój chłopak.

Może zacznę od początku…

Chodziliśmy do tej samej klasy w gimbie. Na początku byliśmy tylko najlepszymi kumplami z klasy. Śmieszkowaliśmy razem, rozmawialiśmy i wychodziliśmy razem na dwór-jak zwyczajni przyjaciele.

W lutym zaczęliśmy ze sobą chodzić. Po poprzednich związkach nie miałam zbyt dużej nadziei na to, że będziemy dłużej niż miesiąc. Pomyliłam się… Byliśmy razem ponad 9 miesięcy… 14 grudnia byśmy byli razem 1o miesięcy…

On na początku się starał… Obsypywał prezentami, chciało mu się wychodzić nawet na godzinę, aby tylko się ze mną spotkać… W marcu lub kwietniu spierniczył po raz pierwszy… Nie będę mówić co, ponieważ On mógłby to zobaczyć i miałabym trochę przekichane bo zrobiłby mi jazdę z tego powodu :'(

Wybaczyłam mu tą wpadkę i było jak na początku, ale starał się bardziej. Było naprawdę fajnie, czułam się przy nim inaczej niż przy innych moich byłych…

Fajnie było do końca lipca… Znowu zepsuł… Tym razem czymś gorszym. Też nie będę mówić co, ale moi znajomi, którzy to czytają, wiedzą o co chodzi.

Tego mu nie wybaczyłam. A On płakał, przychodził pod mój dom, przepraszał mnie cały czas, wypisywał do mnie. Wybaczyłam mu po 3 tygodniach od tego incydentu. Od tego momentu jakby przestało mu zależeć czy coś. Skończyły się wyjazdy i wychodzenie na dwór tak często jak kiedyś, skończył być taki opiekuńczy jak kiedyś… Nawet zaczęło mi brakować tej jego durnej zazdrości… Zaczęło mi brakować po prostu Jego Dawnego Ja.

Rozmawiałam z nim wiele razy na ten temat. Mówił, że mnie kocha ale po prostu po co ma się starać, jak ja tego nie widzę bla bla bla. Często płakałam z tego powodu.

Wczoraj rano napisał, że lepiej jakbyśmy to wszystko zakończyli. Ryczę od tego momentu jak bóbr, pisząc ten post zaczęłam mieć tą znaną “gulę w gardle”. Trudno mi to wszystko pisać, ale muszę to wszystko gdzieś przelać… A jak nie na papier, to chociaż tu.

Kocham Cię nadal. Mimo, że się krzywdziliśmy obydwoje tymi durnymi kłótniami, to zawsze jak się zjawiałeś wywoływałeś u mnie największy uśmiech. Wiem, że już masz mnie gdzieś, ale pamiętaj że ja Cię nie zapomnę… Pamiętam wszystkich, którzy odeszli, wiesz? Chcę to wszystko naprawić, chcę aby było jak dawniej… Ale Ty nie chcesz i tego nie mogę zrozumieć… Obietnic nie wolno łamać. Jak psuję się w domu żarówka, to nie wymienia się na nowy dom wszystko, tylko naprawia się żarówkę :'( Nie mogę uwierzyć, że to wszystko tak się skończyło.

Ja jestem z tych typów skrzacików, które za bardzo i za szybko przywiązują się do istot. Nie mogę uwierzyć i przełknąc tego, że On odszedł, i tego że mój pies Elsa jest tak ciężko chora, że możliwe że umrze.

A wy kochani? Macie kogoś, którego nie chcecie stracić za wszelką cenę? Albo kogoś straciliście i nie możecie się z tym pogodzić?

Niestety, z tym smutnym akcentem za który bardzo przepraszam (mam nadzieję, że następnym razem będzie weselej), i ze skrzacim pozdroskiem żegnam i do następnego postu! Papasie!

 

 

 

Skrzacie zainteresowania

Skrzacik wita was bardzo serdecznie!

Dzisiaj chciałabym się pochwalić moimi zainteresowaniami.

Wiadomo, skrzaciki lubią spać i jeść (informacje potwierdzone na moim przykładzie xD), ale można też mieć inne hobby niż te wyżej wymienione co nie?

No to może zacznę od początku…

Interesuję sie od 4 lat skateboardingiem, czyli po polsku jeżdżę na deskorolce. Zaczęło się od tego, jak na Gwiazdkę mój b rat dostał deskorolkę typu skate i dał mi na chwilkę się na niej przejechać. Spodobało mi się to i zaczęłam coraz częściej podkradać od niego tą deskorolkę i jeździć na niej po mieście. Na początku jak mnie ludzie zobaczyli na desce to wiadomka zaczęła się fala szkalowania i obrażania, ale się nie poddałam i jeździłam dalej. W końcu brat zauważył że zabieram mu tą deskorolkę i zabrał ja i schował i nie chciał w ogóle jej wyciągać. Prosiłam moich kochanych karmicieli, i w końcu kupili mi moją własną deskorolkę. Fala hejtów się skończyła i ze spokojem na niej jeździłam. W tym roku na urodziny mama kupiła mi longboarda, czyli długą deskorolkę do szybkiej jazdy. Bardzo się cieszyłam i jeżdżę na niej do dziś. Oczywiście na mojej pierwszej też jeżdżę, ale rzadziej. Mimo, iż jeżdżę na deskach od 4 lat, to nadal tylko jeżdżę nie robię żadnych trików na niej. Dlaczego? Ćwiczyłam, ale za każdym razem kończyło się to upadkiem i skręconą kostką,obdartymi łokciami i kolanami etc. No cóż… Może kiedyś się w końcu nauczę…

Drugim moim zainteresowaniem, którym zajmuję się od ponad roku jest fotografia. Kocham robić zdjęcia naturze, ludziom, wszystkiego co się da. Zaczęło się od tego, że zawsze moja była przyjaciółka czy inni znajomi prosili mnie, abym robiła im zdjęcia telefonem a potem im przerabiałam. Ludzie mówią, że mam do tego oko i całkiem dobrze mi to idzie. No to zaczęłam robić zdjęcia tak o, żeby zobaczyć czy serio mi to idzie. I stwierdzam, że całkiem, całkiem mi to wychodzi. Pokazałabym parę zdjęć mojego autorstwa, ale na tym laptopie co teraz tutaj piszę, nie ma ich tutaj. Następnym razem, jak będzie okazja to wam skrzaciki moje pokażę. Chciałam iść po gimnazjum do technikum lub zawodówki o profilu fotograficznym, ale… Za bardzo się słucham innych. Gadali, że po fotografii nic nie ma, że klasy fotograficzne to klasy eksperymentalne itd.

To są 2 moje zainteresowania, w których do dziś się spełniam. W przeszłości jeszcze tańczyłam i rysowałam, ale jakoś mnie do tego nie ciągnie.

A wy skrzaciki jakie macie hobby? Czy czujecie się w tym jak ryba w wodzie?

Niestety muszę się z wami pożegnać bo za niedługo wyjeżdżam. Pozdrawiam was bardzo serdecznie skrzacim pozdrowieniem i do następnego postu! Papatki!